Czas na grubaski…

czasna

Zima. Dla wielu z nas to czas analiz, uzupełniania braków w klamociarni, niecierpliwego wyczekiwania wiosny. Nowej przygody.

Jeden z pierwszych wypadów w marcu 2016r. Znakomita część znajomych, niemająca nic wspólnego z wędkowaniem i nierozumiejąca istoty tej pasji, uznała, że jestem niepoczytalny. Temperatura powietrza w dzień, 6 na plusie w nocy spadająca do 5 kresek poniżej zera. Do tego dokuczliwy mroźny wiatr. Jesteś nienormalny – słyszałem.  Już pierwszej nocy, z ciepłego śpiwora wyrwał mnie przyjemny dla ucha dźwięk topiących się rolek w sygnalizatorze. Galop do wędek. Odgłos chrupiącej od mrozu trawy, przywołuje hasełka bliskich, o braku klepek w głowie.

Ale co tam. Serce płonie, adrenalina wynosi ciśnienie do wartości takich, że na skroniach czuję tętniące kable.  Na drugim końcu czuję chyżego konika. Połakomił się na 24mm IB Carptrack Monster-Liver. Wyciągnięcie go z jego chałupy trwa dość długo. Zaczynam powoli mieć wrażenie, iż moje paluchy stają się podobne do trawy, po której ok 20 minut wcześniej poginałem z przytulnej noclegowni. W końcu jest. Ślicznota. Dzikus z generalskim lampasem. Waga wskazuje 17,400. Pierwszy na otwarcie sezonu i niepowtarzalnie wyjątkowy.

1Niepoczytalny??? Hahaaahhahaha
Wyziębiony??? Tylko troszkę. Oj tam…

Łyk gorącej herbatki i do roboty. Na zestaw aplikuję ponownie Monster Liver z tym, że w postaci dubletu 2x20mm dodatkowo w ponczu IB Monster Liver Dip. Wbijam się w ciepły śpiwór, od środka przyjemnie rozgrzany wkładem z herbatki i czuje jak delikatnie, Morpheus zaprasza mnie by pooglądać powieki od środka. Z błogiego ciepła nic nie będzie, bowiem centralka wskazuje, iż tym razem akcja na drugim kiju. Tym razem zdążyłem się jednak w biegu wbić w kurtkę. Jest 3 z minutami, nieprzyjemny wiatr i żwawa ryba, z którą jak poprzednio jestem świadomy, nie będzie łatwo. Sporo emocji jak na jedną noc. Ale jest i waga wskazuje 17,600.

2Ta pierwsza, blisko dwu i pół dobowa zasiadka przynosi jeszcze rybkę trochę ponad 11kg. A ja już planuje kolejny wolny termin na zasiadkę. Synoptycy przewidują hipnotyzujące nadejście ciepłych dni i nocy bez przymrozków.

Wypad na ryby już w wiosennej odsłonie. Przez płowe po zimie zgliszcza sitowia, przebijają się niemrawo, pierwsze świeżo zielone rośliny. Słońce wprawia w przyjemny letarg. Na ulubionej przeze mnie wodzie PZW, panuje flauta. Rozpoczynam od obserwacji wody. W odległości ok 120-150 m od koczowiska dostrzegam zgrupowanie i sporą aktywność ryb. Na pewno nie drobnicy. Bi okular w łapy. Nie wierzę. Rekinie płetwy, grzbiety azjatów niczym panele solarne, zbierające promienie słoneczne. Podgrzewają metabolizm pomyślałem i chwilę później, byłem w drodze do domu po słodkie wiktuały i mix popcornu z marihuaną. Posunięcie to zrozumiał mój partner zasiadkowy. Oboje przygotowani byliśmy wyłącznie na śmierdząco. Niecałe dwie godziny i jestem z pachnidłami.
Nie upłynęło kolejne dwie godziny od ustawienia trefnych cukierków i jest no.1 17,500.

3

Kilkanaście minut później, karci mnie jak dzieciaka lecz pozwala się sfotografować kolejny samuraj.

415,200 jak również

58,600 z którym wymieniłem czułości

6ale zasiadka kończy się dla mnie wisienką na torcie i zakwasami.

I jest ! 20 kilogramów z groszami totalnego szaleństwa.  Niebywałej siły natury i przecudownego zwierzaka.78Nadszedł moment aby dokonać pewnych zmian w karcie menu, w implementacji zestawów końcowych. Nie chcę przecież znużyć rybek, serwując im non stop schabowego. Postanawiam wprowadzić fit dietę …

9I jak się okazuje to – strzał w dziesiątkę.

1011Najbardziej jednak utkwił mi charakterny gagatek, bo to on przez długi czas miał mnie na smyczy a nie na odwrót. Ostatecznie pozwolił sobie zrobić  pamiątkową fotkę, a waga wskazała 18 kilogramów.

12Ogromny smutek, gniew i jednocześnie pogardę, wzbudzają u mnie niektórzy mali, płytcy ludzie, magicy od nadkompletów, syfiarze, których nad wodami PZW wciąż są hordy. Osobnicy ci osiągają łatwość w odrywaniu się od dyscypliny faktów i myślenia.

Gdy nie biorą ryby nie pogardzą inną zwierzyną. Na szczęście zdołałem odratować dwa bezbronne w obliczu próżnych ludzi, urocze zwierzaki, które ewidentnie miały trafić na stół barbarzyńców, wprost z głębokiej frytury.

1314Wyswobodzone z wnyków, z jasyru,  wracają do mnie aby sobie podjeść. Jestem kontent, bowiem mam nowych koleżków a barbarzyńcy są bogatsi o krótką aczkolwiek treściwą lekcję poza słownikowej polszczyzny. Mogło to być dla otoczenia doświadczeniem dość traumatycznym nie mniej jednak pariasi unikają konfrontacji nawet wzrokowej, ze mną i moimi Przyjaciółmi.

Częste załamania pogody, upały sięgające 35 kresek w cieniu, następujące po nich niszczycielskie kataklizmy i gwałtowne ochłodzenia, połączone z huśtawkami ciśnienia, nie sprzyjały aktywności jakiejkolwiek ryby . Mimo tego, wspólnie z moim Przyjacielem i nieocenionym partnerem zasiadkowym –  Krzysiem, będącym reprezentantem Warmuz Baits, planujemy wspólny wyjazd nad wodę. Naszym kluczowym i wiodącym zamiarem jest pokrzyżować plany kulinarne przedstawicielom sekty, przybywającej nad wodę by wypchać mięchem domowe lodówki i zamrażalki. Plan jest banalny. Dużo i dobrego rozsianego po znajomych miejscówkach, natomiast cel – Azja. Towarzysz Krzyś, odnotowuje dwie śliczne torpedy.

15Ale to dopiero początek bajecznej przygody. Gruby futer w wodę, bajeczna Elite Strawberry …. i jadą wozy kolorowe. Roladaaaa za roladą. Nadruków na szpuli nie odczytali by nawet inżynierowie NASA.17Meldują się kolejno trzy śliczności: 14,200 ; 9 kg i 22 kg.

18192021Krzysztof zamyka drugą dobę wspaniałej przygody niepowtarzalną ikoną z wody PZW. Truecolor z cumlem i śliczną grzywą 15,600

22Postanowiliśmy z Przyjacielem Krisem pozwolić odpocząć rybkom. Była to jednak rekordowo krótka przerwa. Menu wiodące:

2324Konsumowanie przez trzy doby non stop truskawki, u każdego chyba bez wyjątku, wywołało by wstręt do tego sezonowego owocu. Ku naszej uciesze, przerośnięci przedstawiciele ichtiofauny nie dawali nam wytchnienia, powodując poprawę kondycji w dobiegu do wędek   i zakwasy zakwasów. Pamiątkowe zdjęcia z godziny na godzinę przestawały być łatwizną.

2526waleczny azjata 19,800 oraz….

272829Nie należący do wagi ciężkiej (11 kg) ale mający predyspozycje i zadatki, nietuzinkowego ułuszczenia dinozaur z parciem na szkło. Dodatkowo cieszy fakt, iż za darmo skóry nie oddał i po surrealistycznie trudnym holu z bobrowej fortyfikacji, pozwolił mi na odrobinę pieszczot podczas krótkiej sesji zdjęciowej.

Jestem przekonany, że bardzo mu się u nas spodobało jak również, że jest smakoszem       IB Birdfood Banana gdyż niespełna trzy tygodnie później, z tego samego rewiru, z bobrowej pożogi, ping pong identyczny, ląduje ponownie na cedzaku.

3031Zdrowiutki, krzepki, silny, prześliczny zwierzak z prezencją i ślicznie napuszoną grzywą. Cud natury. Jest moim pupilem i gościem honorowym. Mam taką wiotką nadzieję.

Pozbawieni sił, odwodnieni, postanowiliśmy z Przyjacielem zrobić sobie szkolną pauzę na uzupełnienie płynów w organizmie i delikatną przekąskę, zbierając przy tym myśli.

3233Pełni entuzjazmu i świeżych pomysłów, realizujemy bezwzględnie powzięty plan. Zniechęcić rybki do mięsożernej sekty.

Zabawa w dwa ognie. Krzychu swoje cukierasy a ja natomiast w ukryciu, w kuluarach namiotu nadziewam pakuł tajemnicę „eksplodującą” pszczółkę ze stolnicy Maxa Nollerta utaplaną w IB Explosive Amino Dip . Po tej operacji ponownie poczułem stratę płynów. Brania niemal jednocześnie. Jeden po drugim. Szaleni przedstawiciele ze wschodu 13 i 17,900. Starszy, zawstydzony nie miał ochoty grzecznie ustawić się do sweet foty z brzydalem, co po chwila waląc mnie w szczękę z okazałego wiosła.

3435Koniec zasiadki i czuję, że siły mnie opuszczają. Dzwonek na podzie pozbawia mnie ułudy o chwili odpoczynku podczas pakowania klamociarni i upychania w samochód. Dzisiaj nie jestem do końca przekonany kto do kogo i po kogo przybył i czyje plany były bardziej ukształtowane. Dzikus 14 kg wysysa ze mnie resztki energii.

36

Powyższy materiał dedykuję przede wszystkim serdecznemu Przyjacielowi Krzysiowi Skibie. Wyłącznemu Przedstawicielowi sztandaru Imperial Baits Polska. To za jego sprawą dotknąłem obszarów wcześniej niedostępnych. Niniejszym bohomazem, pragnę także zainspirować Wszystkich czytających, do spróbowania kuchni Maxa Nollerta.

Imperial Baits w moim przekonaniu nie ma wyłączności tylko na kulki, dipy i ryby. W moim głębokim odczuciu Imperial Baits to wiele więcej. Asymilacja z naturą, bowiem to nie my jesteśmy u siebie, a jedynie w gości. Obcowanie z przyrodą, spajanie się z nią w symbiozie, obserwowanie tego, czego nie dostrzeże się bujając  w fotelu z fają na żuchwie, trzymając   w dłoni pilot i beznadziejnie śledząc w TV te same reklamy o tabletkach na zgagę, podpaskach, hemoroidach lub swarze na Wiejskiej. Film o karpiach w internecie to prawie to samo, co w terenie. Tak mawiają niektórzy.

A czy można być prawie w ciąży???

Do cholery – NIE!!!

Pozdrawiam

Wojtek Szuba

z krainy smoka

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polski. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.