Karpie z głebin

Pod koniec maja wyruszyłem wraz z tatą na głęboką Węgierską wodę która słynie z wielkich karpi jakie tam pływają. Łowisko jest oddalone ponad 400km od mojego domu.

Droga prowadziła przez Polskę, Czechy, Słowację oraz Węgry. Przez liczne ograniczenia prędkości, roboty drogowe i postój na obiad droga zajęła nam prawie dziewięć godzin.
Nad wodą przywitał nas właściciel Węgierskimi kanapkami oraz gulaszem. Już na wstępie dało się wyczuć przyjazną dla wędkarzy atmosferę. Aby dostać się na stanowiska obowiązkowa jest przeprawa, nie ma możliwości dojazdu na stanowiska samochodem, a wręcz jest to niemożliwe przez górzyste tereny. Na szczęście gospodarze przygotowali miejsce przeznaczone do przeprawy. Znajdują się tam łódki oraz akumulatory wraz z prostownikami oferowane dla gości.

Przed przeprawą każdy z wędkarzy jest zobowiązany oddać podbierak, matę oraz worek do ważenia do odkażania. Jednak pierwszy raz spotkałem się z tym aby odkażane były pontony. Troska o zdrowie i bezpieczeństwo ryb na tej wodzie jest naprawdę na wysokim poziomie!

Łowienie odbywa się z metalowych pomostów które pływają na wodzie. Pierwsze co zrobiłem po przypłynięciu na stanowisko to rozbicie wędek oraz szukanie miejscówek.

Początkowo szukałem miejsca z dala od brzegu ze względu na to, że średnia głębokość przekraczała 20m. Przeszło 100m od brzegu znalazłem „wypłycenie” sięgające 13m. W niektórych miejscach udało się znaleźć nawet górki o głębokości 6m, co w porównaniu do głębi która występuje na większości powierzchni zbiornika było nie lada zaskoczeniem.

Pierwszy karp jakiego udało mi się złowić pokusił się na zachomikowane, już nie produkowane kulki Imperial Baits Monster.

Jako że, populacja leszcza oraz innej drobnicy była spora postanowiłem używać przynęt dużego kalibru 24mm. Ta taktyka przyniosła mi parę pięknych ryb!

Ponieważ na stanowisko naprzeciw mojego przyjechał mój znajomy, musiałem usunąć zestawy z jego łowiska i położyć je przy swoich brzegach. Wszystkie zestawy położyłem co najmniej na 10m głębokości blisko zatopionych drzew. Nad wodą widoczne były ich tylko korony, a praktycznie całe drzewa znajdowały się pod wodą.

Pierwszy karp którego złowiłem spod brzegu skusił się na zestaw z Scopana.Love z jedenastu metrów głębokości. Dopływając do ryby widziałem tylko pływak oplątany o przybrzeżne zaczepy. Walka trwała zadziwiająco krótko bo zaledwie kilka minut a rybą jaka trafiła do mojego podbieraka był karp o masie blisko 21kg.

Brania następowały głównie w ciągu dnia, nie były to wielkie karpie. Podczas tego wyjazdu nie udało nam się trafić karpia mniejszego niż 8kg. Masa karpi łowionych w ciągu dnia nie przekraczała 18kg, jednak hol z pontonu z 27m głębokości jest nie do zapomnienia! Karp ukazuje się nam kilka metrów pod pontonem, a następnie nurkuje ponownie prawie do samego dnia!
Bardzo podobała mi się zasiadka na tak głębokiej wodzie, karpie na tym zbiorniku miały prawdziwego kopa a dzięki czystej wodzie widok walczącego pod pontonem karpia dawał niesamowity zastrzyk adrenaliny.

Pozdrawiam oraz do zobaczenia nad wodą!

Wojtek Ozimek

 

Tak wygląda dzień w Imperial Fishing

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polski. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.