Wypad w nieznane…

Pozytywnie naładowani ostatnimi wynikami wraz z Łukaszem  wyruszamy po raz kolejny nad jezioro, które jeszcze nie tak dawno obdarzyło nas wspaniałymi rybami. (poprzedni wpis) Niestety jedyna droga prowadząca na nasze miejsce jest przeryta przez ciągniki wywożące drewno i tym samym jest dla nas nieprzejezdna.

Nie mając wyjścia z powodu późnej godziny oraz szybkiego zapadania zmroku szybko znajdujemy alternatywę spędzenia weekendu. Naszym celem staje się jezioro leżące nieopodal miejsca, w którym się znajdujemy. Zbiornik ma powierzchnie 11,6 hektarów, głębokość dochodzi do 8 metrów, a dno zazwyczaj twarde  jest na całej długości linii brzegowej.

Na miejscu jesteśmy dosyć późno biorąc po uwagę to, że nigdy wcześniej tu nie łowiliśmy. Jedyne co wiemy na temat zbiornika jest fakt, że pływają tutaj jakieś karpie oraz że zbiornik bardzo często odwiedzany jest przez kilku miejscowych karpiarzy. Wymusza to na nas więcej pracy w przygotowanie zestawów, przynęty oraz miejsca położenia przynęt. Wydaje nam się, że kluczem będzie wyróżnienie się spośród tłumu. Na dwa kije zakładamy po jednej kuli ze sprawdzonego już mixu Elite. Na kolejne dwa zakładamy kule z nowej serii Worm Up, które Łukasz dostał do testów. Kule dobrze pracują w chłodnej wodzie co Łukasz sprawdził przed łowieniem. Zapach do złudzenia przypomina zapach „wysuszonych robaków”. Chyba każdy z nas zaczynając swoją przygodę łowił karpie na różnego rodzaju „robactwo”, także od samego początku jesteśmy pewni skuteczności tej przynęty.

 

Pierwszej nocy niestety mamy na koncie tylko dwa leszcze. Do tego dziwnie małe jak na tak duże kule. Z racji, że ryba ta potrafi zasiać spore spustoszenie dosypujemy sporą dawkę zanęty. Liczymy, że zamieszanie wywołane żerującym stadem ściągnie jakieś karpie w miejsce nęcenia.

Z rana budzi nas słońce, które podnosi temperaturę wody. Dodatkowo sprzyjający zachodni wiatr spycha górne jej partie w zatokę gdzie łowimy. Woda obijając się o brzegi miesza się, a zarazem staje się dosyć mętna. Dno zbiornika staje się tym samym niedostrzegalne. Do sprawdzenia naszych obranych „spotów” używamy kamery, która pokazuje nam tylko kilka kul pozostawionych przez leszcze. Na kolejną noc sypiemy równie obficie. Jedyne co zmieniamy to dipujemy kule Worm Up tym samych zapachem.

Jak to zazwyczaj bywa wystarczyło, że kładziemy się spać, a centralka stawia nas na nogi. Karp nie należy do olbrzymów i dosyć szybko wchodzi do podbieraka. Waga po odjęciu worka wynosi 9,2kg. Ryba skusiła się na naszą sprawdzoną kombinację mixu elite z płynnymi dodatkami InP i InL. Pewni już naszej taktyki ponownie kładziemy się spać.

Tej nocy zaliczamy jeszcze jedno branie, tym razem na Worma na Łukasza wędce. Ryba parkuje głęboko w trzcinach i jesteśmy zmuszeni po nią płynąć. Po dopłynięciu na miejsce, dosyć łatwo udaje nam się wydostać strzałówkę z trzcin. Ryba kieruje się na czystą wodę co nas bardzo cieszy. Po dosyć długim holu wprowadzamy karpia do podbieraka. Waga na czysto wskazuje 19,7kg. To jest zdecydowanie to czego oczekiwaliśmy od tej wody.

Obydwa karpie wracają w świetnej kondycji z powrotem do wody. Karp Łukasza sprawia wrażenie jakby wolał pojechać do domu z nami, ponieważ nie odpływa z worka do ważenia przez dobre 5 minut. My jednak wolelibyśmy zostać razem z „nim” nad wodą. Niestety weekend dobiega już końca i musimy wracać do swoich codziennych zajęć. Pewnie już w 100% skuteczności używanych przynęt umawiamy się wstępnie na następny tydzień. Nie wiemy tylko czy naszym celem będzie jezioro dobrze nam znane, czy będzie to kolejny „wypad w nieznane”…

Mariusz Buchajczuk

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polski. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz